W grze zawarto bowiem w niej 80 producentów samochodów, a w ich listach zaimplementowano praktycznie większość modeli wózków, które zostały wyprodukowane na przestrzeni lat. Dzieł motoryzacji jest tak wiele, że Forza 4 została wydana na dwóch płytach. Malkontenci już pewnie od razu przyczepią się do tego stanu rzeczy, ale zgaszę ich, że drugą płytkę można, a nawet trzeba wgrać na pendrive’a lub pamięć wewnętrzną konsoli i już więcej jej nie będziemy potrzebowali.

Aby to uczynić, potrzebna jest pamięć o wielkości 3 GB, gdyż pliki zajmują zaledwie 2,8 GB przestrzeni. Jako że posiadam konsolę z 20 GB dyskiem twardym, to drugą płytę zgrałem na pena, a pierwszą na dysk twardy. Uzyskałem tym samym szybsze wczytywanie się poszczególnych sekcji w menu oraz samych tras. Normalne wczytywanie trwa bowiem około 10 sekund, a tak mam radość, że po 5-6 sekundach mogę już być na torze. Dobra, ale trochę oddaliłem się od samochodzików, a to przecież one są jedną z najważniejszych rzeczy w tym produkcji! I nie ma się co oszukiwać – jest to tytuł oferujący obecnie największą liczbę markowych samochodów. Od razu zdradzę, że marka Porsche nie pojawia się w produkcji. Niestety, niemiłe zagranie ze strony koncernu Electronic Arts sprawiło, że producent został zmuszony do zaprezentowania wózków z tej stajni pod nazwą RUF (zajmuje się tiuningiem samochodów marki Porsche). Producenci są na licencji i nie strach im było użyczyć swoich bryk w grze,w której są uszkodzenia.

Nim przejdę do akapitów związanych z trybami zabawy, skupię się wpierw na tym, co dzieje się na trasie oraz jakie są efekty wizualne i dźwiękowe. Czemu tak? To proste. Wybaczcie, ale moim zdaniem menu i tryby są ważne, ale nie ma się co oszukiwać, że każdy fan sportu czeka przede wszystkim na informacje związane z tym, jaki jest gameplay. Nie będę więc przeciągał i wystrzelę z grubej rury – JEST BOSKO. Szkoda, że tytuł nie wyszedł na komputery i laptopy poleasingowe Kraków.

Już się tłumaczę i nie zgłoszę nieprzygotowania, mimo że w dzienniczku mam jeszcze dwa. To, co dzieje się na trasie to istny majstersztyk i precyzja wykonania w każdym calu. Wyobraźcie sobie, że wsiadacie do Volkswagena Polo, a następnie wchodzicie do Ferrari. Jest różnica? Musi być i to jest odczuwalne w każdym aspekcie. Każda maszyna w Forza 4 posiada swój styl, swoje ustawienia, swoje podwozie, przyśpieszenie, zmianę biegów, szybkość, zużycie opon. Tak ja nie ma dwóch takich samych osób, tak nie ma dwóch takich samych autek, parafrazując wiersz Wisławy Szymborskiej. Jadąc takim Polo czuje się, że jego moc nie jest ogromna, a szybkie przerzucanie biegów sprawia, że pad zaczyna drgać, a sterowanie takim samochodzikiem jest gorsze niż w maszynach, które kosztują kilka milionów. Tak samo jest w rzeczywistości. Mając samochód z serii limuzyna na pewno poczujemy różnice względem przykładowo malucha (jego nie ma w grze, aby nie było ). Nie wnikam już w plusy i minusy obydwu maszyn, gdyż to już kwestia względna. Model jazdy jest jednak inny i to bez dwóch zdań.

 

Dobra, dobra tyle o modelu jazdy, gdyż nie ma co przesadzać. I tak wiem, że sprawdzicie to na własnej skórze, a nawet jestem pewien, że będzie zadowoleni z tego, co oferuje tytuł. Teraz jednak przejdźmy do wizualnych efektów i tutaj też jest BOSKO. Trochę nadużywam tego słowa, ale co można napisać, jeśli wystarczy lekkie otarcie drugiego samochodu, aby odpadło nam światełko czy też porysował się lakier. Tak oto pięknie prezentująca się bryka, szybko może stać się koszmarnym rzęchem, do którego żadna laska nie będzie chciała wsiąść. Od samochodów odpadają bowiem zderzaki, maski i inne rzeczy, a nawet możemy go dachować. Tak, wózki w Forza 4 nie są przyklejone do asfaltu i jak mocno uderzymy w bandę, to się wywrócimy. Co wtedy? Wyścig się nie kończy, możemy się obrócić z powrotem za pomocą gałek. Powiem szczerze, że tylko właśnie to mi się nie podoba, gdyż takie robienie oberka jest śmieszne i przypomina mi psa turlającego się po dywanie. Mimo wszystko brawa dla autorów, że pokusili się o takie rozwiązanie, gdyż tym samym uciekli konkurencji na milę. Na dodatek te wszystkie uderzenia, fikołki i inne rzeczy wpływają jeszcze na wnętrzności. Wystarczy bowiem chwila nieuwagi i pójdzie skrzynia, po czym będzie trzeba jechać całe okrążenie do pit-stopu na pierwszym biegu. Jeszcze gorzej jak nam pójdzie układ kierowania i samochód ściąga na jedną stronę. Niestety, nie udało mi się rozwalić samochodu tak, aby nie dało się nim ruszyć. Największą demolkę wyreżyserowałem Nissanem Silva Club K, gdzie odpadły mi wszystkie zderzaki, a samochód z każdej strony był bez lakieru, z chłodnicy leciał biały dym, boki były wgięte do środka, układ kierowniczy ściągał mnie w lewo, a maksymalną prędkością była jazda 50 km/h. W GT 5 takich rzeczy się nie uświadczy. Tytuł zaskoczył mnie jednak tym, że po kilku drobnych kolizjach moja maszyna osiągała słabsze czasy niż na początku. Trzeba więc być ostrożnym, aby nie okazało się, że w połowie wyścigu ci, co byli za nami, bez problemu nas wyprzedzają. Tutaj każde, nawet drobne otarcie, może być odczuwalne. Również driftowanie przeszło sporą zmianę względem trzeciej odsłony tej gry. Teraz, w zależności od maszyny, jest ono bardziej przyjemne lub mniej. Chodzi tutaj po prostu o moc samochodu i jego zawieszenie. Niektóre wózki jest naprawdę ciężko opanować, a inne bez problemu oddają się w dłonie gracza, niczym ukochana kobieta.

Nieuszkodzone samochody prezentują się wręcz wspaniale, a ich modele są rewelacyjne. Oczywiście, głównie siedziałem za kierownicą, gdyż wtedy mogłem się poczuć jak prawdziwy rajdowiec. W takiej perspektywie widać, że autorzy zadbali o bogactwo detalu. Liczniki się poruszają, z boku zaś widać przyciski, np. do załączenia świateł awaryjnych etc. Wszystko to jest naprawdę dobrze i wiarygodnie odwzorowane. Szkoda tylko, że dłonie kierowcy nadal trzymają się tak, jakby były przyklejone do „kółka”. Samochody nie gorzej wyglądają na zewnątrz. Jeszcze przed ich rozbiciem czy zabrudzeniem kurzem można podziwiać odbijające się lakierze słońce.

 

Tyle o samochodach, ale pomówmy teraz o grafice. Czyli o wrażeniach ogólnych, gdyż wózki już więcej tekstu nie potrzebują. Lokacje, a dokładnie tory, po których się ścigamy, to pierwsza liga, ale jest pewien zgrzyt. Napiszę tak, animacja nigdy nie spada, to fakt i trzyma 60 klatek na sekundę. Większość torów wygląda malowniczo. Czasami ma się nawet wrażenie, że to prawdziwy świat, a nie gra. Ba, te kolory wypływające z telewizora HD po prostu są niesamowite. To najwyższa liga wyprzedzająca o mile GT 5. Problem w tym, że takich tras jest 95%, ale jest jeszcze te 5%, którym twórcom chyba nie chciało się poprawiać. Zdarzają się bowiem drogi, w których drzewa mają brzydkie liście pełne pikseli. Nie jest tego dużo i GT 5 też miało tak średnio wykonane trasy, ale Turn 10 mogło nie iść na łatwiznę i pokonać bezapelacyjnie konkurencyjny tytuł, a tak to zawsze ktoś będzie mógł się doczepić, a szkoda! Ten minus jednak mogą zniwelować cienie, które powstają dzięki słońcu. Efekt jest piorunujący, a do tego dodam jeszcze, że promienie potrafią nawet oślepić…

Nim dojdę do trybów, to poruszę jeszcze dwie ważne kwestie. AI i udźwiękowienie. Pamiętacie, jak w Gran Turismo 5 samochody jeździły jak po sznurku? Praktycznie nikt nie chciał się otrzeć o drugą maszynę, będąc ostrożnym niczym panienka. Zaraz, zaraz to jest sport! A więc rywalizacja musi być na pełnych obrotach. Otarcia, zgrzytnięcia, kontakt z drugim samochodem to rzecz naturalna i doskonale wie o tym Turn 10. Byłem wręcz zdumiony tym, że dwa samochody przede mną nie jechały po wyznaczonej trasie, wymijały się brawurowo i nierzadko się ocierały, wyjeżdżały z toru, a nawet powodowały groźne wypadki. Byłem w szoku, a na dodatek jeśli oponenci widzieli, że mam słabszy samochód, to cisnęli we mnie. Jak im się nie udało wyprzedzić mnie z lewej, to szybko odbijali w prawo i mieli w nosie, czy się zadrapią, czy wypadną z toru. Po prostu chcieli być na pierwszym miejscu! Gdyż każdy sportowiec chce być tam i o to chodzi! Taka rywalizacja powinna mieć miejsce nie tylko w trybie sieciowym, w którym inni gracze chcą z nami zwyciężyć, ale również w wersji dla singla. Na reszcie ktoś o tym pomyślał. BRAWO.

Warstwa audio również nie pozostaje w tyle względem wspomnianych funkcji. Ryk silników jest inny w zależności od samochodu, którym jedziemy, oraz od tego, czy mamy ustawiony widok z wewnątrz czy też zewnątrz. Wszystko to jest słyszalne. Odgłos gniecionej karoserii również robi wrażenie, zwłaszcza podczas mocnego uderzenia. Polecam zaopatrzyć się w dobre słuchawki lub głośniki. Podczas wyścigu w tle zawsze leci jakaś muzyka, które nie drażni. Posiada one mocne i szybkie uderzenia, w sam raz podsycające adrenalinę.

 

Myślę, że powyższymi akapitami już zachęciłem Was do kupna tego tytułu. Teraz przyszedł czas na tryby zabawy. Pewnie niektórzy z Was już wystartowali po swoje egzemplarze Forza 4, a ci, którzy jeszcze tego nie zrobili, może dojadą razem ze mną do końca tego tekstu. To ruszamy do World Tour, gdzie tak naprawdę rozgrywa się cała zabawa w trybie dla jednego gracza. Właśnie w tej opcji rozgrywki odblokujemy większość samochodów, zdobędziemy możliwość uczestniczenia w różnych zawodach w poszczególnych ligach. W skrócie zabawa wygląda tak, że wybieramy pierwszy samochód i ruszamy w tournée po świecie. Wygrywamy kolejne wyścigi, udoskonalamy wózki, otrzymujemy/kupujemy nowe, zdobywamy punkty doświadczenia, podkręcamy osiągi samochodów i wiele, wiele innych. Na dodatek warto być wiernym jednej marce, gdyż ta po wygranej sypie punktami, kredytami oraz przede wszystkim ulepszeniami. W praktyce jest to naprawdę miłe i fajne. Tak przemierzając tory można zwiedzić prawie cały świat. Gdzie to ja nie byłem ze swoimi maszynami? W Japonii, Ameryce, Niemczech, prawie wszędzie tam, gdzie odbywają się ważniejsze wyścigi. Odwiedziłem również tory, po których ścigają się bolidy F1. Trzeba przyznać, że zostały one bardzo podobnie odwzorowane do tych, zaimplementowanych w dziele Codemasters – F1 2011. Z ciekawostek wspomnę, że umiejętności zdobyte we wspomnianym tytule wykorzystałem w Forza 4. Miło również, że czasami zdarzają się odskocznie. Raz na jakiś czas przyjdzie nam bowiem przejechać na czas przez bramki, zrzucić określoną liczbę słupków, etc. To takie mini gierki, ale odprężają pomiędzy prawdziwą rywalizacją.

Nim pójdziecie dalej, możecie czuć lęk przed tymi wszystkim opcjami. W sumie też w pierwszej chwili odczuwałem strach, że nie poradzę sobie z modernizacji samochodów, gdyż moje zainteresowanie czterema kółkami jest spore, ale smaru nie wyssałem z mlekiem matki – szkoda. Na szczęście tytuł został w 100% zlokalizowany i dzięki temu można cieszyć się z komunikatów, które są opisane w rodzimym języku. Tym samym przy każdej rzeczy mamy dokładny opis tego, do czego coś służy. To sprawia, że można podciągnąć się trochę w wiedzy samochodowej. Miło również, że podczas podróży w World Tour każdy tor jest przedstawiany przez polskiego lektora. Jego głos nie jest drażniący, a wręcz przeciwnie, czuć od niego profesjonalizm.

Wróćmy jednak do menu, a w nim fan motoryzacji na pewno nie przegapi Autovisty. To nowość w tej serii i daje ona dostęp do kolekcji samochodów, które zostały odwzorowane w taki sposób, abyśmy poczuli się jak w salonie samochodowym. Tym samym możemy otworzyć maskę, Ferrari 458 Italia, wejść do środka rzeczonego wózka, nacisnąć przyciski, zapoznać się z unikatowymi elementami czy też odpalić silnik. Tutaj pojawia się również komentarz gwiazdy programu Top Gear. Jeremy Clarkson opowiada ciekawostki na temat danego wózka. Moje wrażenia są pozytywne i trzeba przyznać, że samochody zostały przeniesione w świat wirtualny wręcz doskonale. Wszystkie elementy są ostre jak żyleta. Fani motoryzacji na pewno będą zachwyceni tego typu udogodnieniem. Autovista pojawia się również w menu Kinecta, ale o tym potem.

 

Społeczność – to tutaj znajdują się tryby online. Jest więc szybka gra dowolna, w której trafiamy do losowo wybranej gry. W opcji „Rywale” możemy rzucić wyzwanie w różnych konkurencjach i co ciekawe można to uczynić w momencie, kiedy oponenci nie są zalogowani do sieci. Po prostu, kiedy zalogują się do usługi, to otrzymają powiadomienie i tylko od nich będzie zależało, czy podniosą rękawicę. Opcji rywalizacji jest tutaj sporo, poczynając od bicia czasu, przechodząc przez drift, a kończąc na wyzwaniach z cyklu Top Gear. Ogólnie w grze on-line na 12 – megowym łączu lagów nie uświadczyłem, ale prawdziwy test wydajności nastąpi w momencie premiery, kiedy to miliony fanatyków samochodów pojawi się w usłudze Xbox Live.

W zabawie online znalazła się również opcja tworzenia klubów i tutaj na razie muszę się wstrzymać z opinią, gdyż tak naprawdę za mało osób „ciora” w tę grę, aby można było o tym coś sensownego napisać. Jednak wedle zapowiedzi to właśnie tutaj będzie można tworzyć własne grupy i wspólnie zdobywać pozycje w rankingu.

W opcjach on-line znalazła się jeszcze giełda, a dokładnie „Dom aukcyjny”, w którym bez problemu sprzedamy swoje dopracowane do granic auto. Ciekawe, czy kiedyś powstanie taka giełda, jak w Słomczynie…

Kinect to kontroler, który wzbudza wiele kontrowersji. Jedni się z niego śmieją, inni gloryfikują. Dla mnie jest to urządzenie świetne na zabawy ze znajomymi. Forza 4 to jeden z pierwszych „dorosłych” tytułów, który wykorzystuje tę machinę. W trybie Autovista działa to całkiem całkiem. Za pomocą głowy można poruszać się wokół obiektu, zaś przy wykorzystaniu rąk wsiadać i wysiadać z pojazdu. Jedak najważniejsza jest rywalizacja na torze i tutaj również nie jest najgorzej. Oczywiście samochód automatycznie przyspiesza do określonej prędkości, a naszym zadaniem jest sterowanie niewidzialną kierownicą. Kinect ładnie wychwytał moje ruchy i opóźnień też większych nie zanotowałem. Problem w tym, że przez cały czas trzeba mieć wyciągnięte ręce i jest to trochę męczące. Wyobrażacie sobie cały czas trzymać w powietrzu dłonie? No, na dłuższą metę może okazać się to trudne. Minus wystawiam również za to, że kręcenie „kółkiem” odbywa się tylko na płaszczyźnie 180 stopniowej, czyli lewo i prawo. Oczywiście nie można od tego systemu oczekiwać za dużo, no ale… Tak czy siak cieszy fakt, że ruchy są dobrze wychwytywane i fajnie, że można rozejrzeć się po kabinie – spojrzeć w drugie lusterko etc. Ogólnie zabawa jest poprawna poza tymi dwoma minusami.

 

Na koniec zostawiam coś dla miłośników konkurencyjnych platform oraz osób, które mimo wszystko chcą znać minusy tej produkcji. Nadal brakuje mi tutaj zmiennych warunków atmosferycznych oraz nocnych wyścigów. Mimo że muzyka jest naprawdę dobrze zrobiona, to jednak czasami niektóre kawałki chciałoby się przerzucić, niestety nie ma takiej opcji. Nie podoba mi się również to, że po wyjechaniu z toru, samochód często gwałtownie hamuje. Wybaczcie, ale wątpię, aby mała kupka piasku spowolniła samochód Ford Falcon GT w taki sposób, że ze 150/ h nagle jedzie 60/h. Trochę to śmiesznie wygląda. Najgorszy jest jednak pit-stop, w którym samochód sam się naprawia… Trochę to nie na dzisiejsze standardy. Tyle jeśli chodzi o minusy w grze, ale mam jeszcze swój minus taki trochę prywatny, ale co mi tam….

Dobra, i piję tutaj już zarówno do Gran Turismo 5 i Forzy 4. Chodzi o to, że po prostu wszystko jest pięknie, wszystko jest tip-top, ale czemu to jest takie „sztuczne”? Nie chodzi tutaj o grafikę, samochody i inne zabawki. Te są ekstra, boskie i można poczuć się wspaniale, ale ja bym chciał czuć emocje, czuć zespół. Coś takiego, jak w F1 2011. Lubię, jak ktoś podczas wyścigu coś nagle powie, że pochwali za wygraną. Tak byłoby to bardziej realistycznie i ciekawsze. Może w kolejnych odsłonach coś takiego uświadczymy.

Dobra, dobra już koniec mego trucia. Wiecie co robić, wiecie jak jechać do pierwszego sklepu z Forza 4. To tytuł, który powinno się mieć na półce, to gra wielka, rozbudowana i prześliczna. Gran Turismo 5 chowa się przy tej produkcji i taka jest prawda. Kawał dobrej roboty zrobiło Turn 10 i nie zajęło im to tak długo czasu, jak w przypadku konkurencji. Mamy nowego lidera, a teraz niech gra muzyka i gaz do dechy!

Ocena: 9/10

Plusy:
+ Grafika
+ Długa zabawa w trybie dla jednego gracza
+ Uszkodzenia pojazdów
+ Autovist
+ Liczba tras
+ Model jazdy
+ Dla niektórych zabawa za pomocą Kinecta
+ AI przeciwników

Minusy:
– Dla niektórych zabawa za pomocą Kinecta
– Sztuczny pit-stop
– Brak zmiennych warunków atmosferycznych
– Brak możliwości przejechania trasy nocą